Menu & Szukaj

czas przeszły

Za tym jak obierałeś w kuchni cebulę i jak zachodziłam cię od tyłu i przytulałam twoje plecy, płakaliśmy razem i za tym, że było bardzo śmiesznie, byliśmy jak pijani, swobodni jak nigdy z nikim wcześniej. Mówiłam ci tyle rzeczy, jedną za drugą, bez momentu skrępowania, chwili namysłu, nie filtrowałeś swoich myśli, przerwy na milczenie nie były złe, słuchaliśmy jak mi burczy w brzuchu. Za planem, żebyśmy kupili sobie psa i mieszkanie albo dwa i koty i koniecznie blender, żeby robić koktajle ze szczurów dla kotów albo z kotów dla jaj. Za słowami, że nigdy mnie nie zostawisz i za tym, że i tak zawsze wracałeś. Za spaniem z korkami w uszach, żeby ciebie nie słyszeć i przytakiwaniem co jakiś czas. I faktem, że w ten sposób niechcący zgodziłam się na stół billboardowy w pokoju gościnnym. Za tym jak deptałam ci głowę po ciemku w nocy, wychodząc za potrzebą i jak udawałeś, że nie boli, a wyraźnie czułam krew. Że dla mnie jadłeś szpinak, i tym, że to życie całe, całe to gówno, nie było takie przerażające jak teraz, bardziej przyjazne, trochę do przejścia mimochodem i że mniej się bałam, za pistoletem na wodę, który kupiłeś, aby mnie bronić, choć nie umiałeś go naładować i śmiechem, gdy byłam na ciebie wściekła ponad granice, gdy groziłam ci nożem. Za tym, że nigdy nie rozstaliśmy się na serio, a tyle razy mieliśmy się więcej nie spotkać. Że wpadałam w okropne stany furii i niszczyłam wszystko, że wystarczyło, gdy mówiłeś, że zaraz u mnie będziesz, a ja stawałam się nagle spokojna jak wyrwane z amoku dziecko. Za tym, że wybraliśmy kafelki do łazienki, a jeszcze nie wiesz, jak wyglądają.

I, jak głupia, tęsknię za tym wszystkim, czego nigdy nie miałam. Wtedy dostaję blender.

 

 

 

magda na zimno
Wpisz słowo kluczowe, użyj klawisza Enter i daj się zaskoczyć!