Menu & Szukaj

doskonale pamiętam

Doskonale pamiętam nasze początki. Zbiegałeś o moją uwagę, której nie było Ci specjalnie trudno zdobyć. Głupi wyraz twarzy przyciągał mój wzrok ku Tobie wręcz mimowolnie. Przysięgałeś na samochód swojej matki, że nigdy we mnie się nie zakochasz, abym zgodziła się widywać z Tobą, gdy nie chciałam ranić Cię swoją obecnością. Twoja mama nie ma nawet prawa jazdy. Jakoś mnie to nie dziwi. Nie wierzyłam, że kiedyś będziesz wszystkim, co mam. Że to mi wystarczy.

Chodziłeś za mną krok w krok, nie odpuszczałeś mi. Nosiłeś ze sobą rolkę papieru toaletowego. Ludziom mówiłeś, że to dla mnie – jakby mi go zabrakło.  Ale wszyscy wiedzieliśmy, że zwyczajnie srasz na mój widok.

Nie dało się ukryć.

Byłam dla Ciebie zjawiskiem, bardziej fascynującym niż elektromagnetyzm, grawitacja i inne rzeczy, których nie pojmujesz. Byłam Twoją celebrytką, a Ty moim najwierniejszym fanem. Grzebałeś w moich śmieciach.

Zawsze zatrzymywałam się przed witryną salonu sukien ślubnych. I pokazywałam Ci najbrzydszą. Straszyłam, że włożę ją na naszą imprezę. Tyle razy mówiłeś, że powinniśmy już dawno być po ślubie. Śmiałeś się ze mnie. Całowałeś w nos, nawet jak ciekły mi na zimnie z niego smarki i szliśmy dalej. Tarłeś moje ręce w swoich dłoniach. Mówiłeś, że we wszystkim będzie mi pięknie. Po prostu nie we wszystkim gustownie.

Dzisiaj rano obudziłam się sama, na złożonej kanapie. Dla jednej osoby nie ma sensu jej rozkładać. Za oknem mgła i pukające w szybę przeczucie, że dzisiaj nie jest mój dzień. Że zimno, wieje w twarz i mrozi uszy, że z domu nie wyjdę. I że wśród przedświątecznych świateł nie będziesz obejmował mnie ramieniem i łapał płatków śniegu na język. Nie będziesz szturchał mnie z lewej strony, gdy stoisz po prawej. Że nie będziemy wąchać cuchnących karpi w wielkich pojemnikach i nadawać im imion.

Nie mam od Ciebie żadnej wiadomości. Tylko słowa, które utknęły mi w pamięci i zablokowały się na jej wyjściu. Powiedziałeś, że Twoje życie będzie bardzo smutne, jeśli się ochajtamy. Będziesz nieszczęśliwy. To jedyne, co potrafisz mi powiedzieć, gdy pokazuję kolejną kieckę. Poganiasz mnie, bo zimno. Odklejam się od witryny, choć chciałabym się do niej przymrozić i tak stać, aż cofniesz, co właśnie usłyszałam.

Nie mam po Tobie nic, kilka koszulek i słowo odbijające się echem po moim pokoju. Wypierdalaj – mówiłeś. Mówiłeś, że chodziło Ci tylko o posiadanie mnie w sposób fizyczny, nazwałeś go ruchaniem. Do dzisiaj nie mam komu tego powiedzieć, chciałabym udawać, że nie słyszałam. Wykrzyczałeś to wystarczająco głośno.

Próbowałam mówić, sprawiłeś, że jąkałam się jak małe dziecko. Nazwałeś moje słowa wypocinami i tłumaczyłeś mi łopatologicznie, dlaczego. Bo pierdolę – mówiłeś. Że mam skończyć ten lament. Wiesz, było mi smutno, nie chciałam nigdy słyszeć tego przed ślubem. Dawno edytowałam opcję, że nie chcę słyszeć tego wcale.

Doskonale pamiętam czasy, gdy byłam dla Ciebie wszystkim. Chodziłeś za mną krok w krok, nie odpuszczałeś mi. Uśmiechałeś się do mnie, gdy nasze oczy się spotkały, a z czasem na wszelki wypadek – uśmiechałeś się cały czas. A potem Ci przeszło.

Doskonale pamiętam, jak straciłeś dla mnie rozum. Teraz stukam się boleśnie w czoło, że od razu nie sprawdziłam, czy w ogóle miałeś go wcześniej.

magda na zimno
Wpisz słowo kluczowe, użyj klawisza Enter i daj się zaskoczyć!