Menu & Szukaj

pani w domu

Panią domu nie jestem, prędzej panią w domu. Już tłumaczę różnicę. Pani w domu w domu pachnie, a pani domu niekoniecznie. Poza tym obie te panie różnią się, tak jak różnią się pola buraków pod Szczepanowem od rowów przy Tomaszowie. No, kurczę, kolosalnie.

Pani domu potrafi ugotować idealne pulpety. Idealne pulpety idealnie okrągłe są. Pulpet doskonały leci prosto. Nie zakrzywia toru lotu. Smakuje dobrze, czyli jak nie pulpet, co gorsza – jest pulpetem. Ja, pani w domu, pulpetów oto takich stworzyć nie umiem, nie jestem także żuczkiem gnojotoczkiem, by tak kształtne kulki z mięsa toczyć. Żuczek ma łatwiej, bo mu kupa się klei.

A mi nie.

Nie poddaję się jednak i próbuję. Od formowania pulpetu w kulkę począwszy. Rzucam nimi często, żeby leciały, leciały prosto. A gdy już kulkę rzucę, biegnę ją obejrzeć. Czy była idealnie okrągła, czy jeszcze nie? I nie wiem, ciężko powiedzieć.

I nie wiem także, czymże rożni się pulpet od kotleta mielonego. Bo jeśli różnica tkwi jedynie w kształcie tej masy, to ja chętnie zaprzestanę kulania mięsa. Przez to domownicy z domu mi uciekają i do sprzątania ludzi brakuje. Wychodzą, by nie przeszkadzać mi, gdy mięso toczę przedpokojem.

Cóż zrobić. To najdłuższy korytarz w domu. Przydatny też do rozwałkowywania ciasta. Choć nauczyłam się to z czasem robić w kuchni, na blaszce i trochę obok blaszki. Nie zahaczam już o okap, a z sufitu odkleiłam pizzę. W dzisiejszych czasach ciasta do pizzy już się nie podrzuca – przeczytałam. Wiadomo, stropy niższe. Ostatnio rzadko wychodzę z kuchni, jeśli potrawa tego nie wymaga. Ale one często tego wymagają.

Panią domu nie jestem, jestem panią w domu i znam mojego domu możliwości. Wiem stąd, że nie ma sensu zawsze kurczowo trzymać się jednego pomieszczenia i zaklejać w nim ścian ciastem, skoro podłogę w jadalni mąż i tak miał umyć. Zeskrobać, poskrobać, odkazić, wyczyścić, odkurzyć. Wymienić nawet mu jej nie zabraniam. Bo ja to dla niego wszystko robię. A on czuje się atakowany, bo mu drożdże z lodówki wychodzą, to on im faka pokaże.

A ja mu piekę.

Ciasta od pani domu wyglądają onieśmielająco, a i smakują nie gorzej. Długo onieśmielałam i ja moimi wypiekami, bo nie zbliżał się do nich nikt. Jednak z czasem i one wychodzą mi lepsze.  Przełom nastąpił w maju, wówczas dowiedziałam się, iż murzynek to nie każde przypalone ciasto. I faktycznie, rasistowskim byłoby takie podejście, że skoro czarne – musi być złe. Są wyjątki, tylko ciężko je wymienić. Później sama wywnioskowałam, że murzynka nie da się przypalić, a murzyna opalić.

Jeśli czegoś nie da się zepsuć, pani w domu chętnie spróbuje. Ja to upiekę. Niejeden murzynek nie dopiekł mi się wcale, taki mulat z niego wyszedł niedorobiony. A reszta zjarała się na grubość blaszki, a blaszka ze zjaraną resztą zżyły się na wieki. A to bardzo długo. Za to każdego murzynka nazwałam Bambo.

Postanowiłam wówczas ciast białych spróbować, czarnuchy nie na moje warunki są. Upiec sernik, czy drożdżowe. Przypalony sernik polewa się czekoladą. Kupiłam mnóstwo czekolady, za to żadnego sera, lecz sernik lajt i bez sera można serwować, więc tak go promowałam. Drożdże nie wystarczy, że wyrosną w lodówce, trzeba je stamtąd wyskrobać. Chciałabym, aby ktoś mi to wcześniej powiedział. Lecz człowiek uczy się na błędach, mąż skrobie kuchnię. Mówi, że następnym razem uprzedzi.

Bo bałagan powstaje przy gotowaniu niemały. Burdel się robi. Burdelmamą zostałam. Z domu uciekam jak nabałagnanię, wymyślić strategię sprzątania. Taka jestem profesjonalna.

Jeszcze nie wiem, komu to zlecić.

Panią domu nie jestem, panią w domu prędzej. Acz to pani w domu jest bohaterką. Gdy widzi ogień – ugasić się go stara, a pani domu pilnuje domowego ogniska i podmuchuje, by tliło się lepiej. Leci po kij na kiełbasy i już nabijać chce jedną i drugą i trzecią, a jeszcze z siedem. Pani w domu wie jednak, że ogień oznacza coś złego. Tyle razy go widziała – nieudane prasowanie, pieczenie, smażenie albo lutowanie… Bo tak, lutowała światełka na choince, ale nie zdjęła ich z choinki, a szkoda. Teraz przykrywa ogień ten cały pięknym płaszczem męża, bo najważniejsze jest, by jej się nic nie stało. I marynarkę dorzuca, bo do płaszcza miała pasować. Wtedy z domu wybiega. Z kiełbasą nad ogniem nie stoi, bowiem odruchy ludzkie ma jeszcze zachowane. No i nie wie, jak kiełbasę nabić. Ucieka i więcej się nie tyka prac niebezpiecznych.

Bohaterka.

Na szczęście w domu nikogo nie było, w przeciwnym wypadku mogliby ponieść ciężkie obrażenia – podaje prasa. Wszyscy wyszli, bo ona – bohaterka, toczyła mięso w przedpokoju.


Zapomniałam Wam powiedzieć, mili i wredni moi, że rozmawiałam z Muszkieterem, a on wszystko spisał i wypisał.  Tu. Dowiecie się teraz, co mam w toalecie, jeśli jeszcze nie wiecie. 

 

jpeg

magda na zimno
Wpisz słowo kluczowe, użyj klawisza Enter i daj się zaskoczyć!